XX Rodzinny Rajd Rowerowy w Bielsku Białej


Warning: mysql_get_server_info(): Access denied for user 'marcinamb8'@'localhost' (using password: NO) in /home/marcinamb8/domains/strefawypraw.pl/public_html/wp-content/plugins/xml-google-maps/xmlgooglemaps_dbfunctions.php on line 10

Warning: mysql_get_server_info(): A link to the server could not be established in /home/marcinamb8/domains/strefawypraw.pl/public_html/wp-content/plugins/xml-google-maps/xmlgooglemaps_dbfunctions.php on line 10

Środa rano, dzwoni telefon. To Paweł… Myślę sobie, co on chce ode mnie o tej porze! Odbieram i słyszę: “Chcesz jechać na rajd rowerowy w najbliższą niedzielę? Ja już się zapisałem!” Odpowiedziałem mu, że po południu wpadnę do niego, żeby dokładnie wyjaśnił mi o co chodzi. Jak się później okazało, z Pawłem skontaktował się jeden z członków Tyskiej grupy rowerowej, która organizowała wyjazd na XX Rodzinny Rajd Rowerowy do Bielska. Kiedy bliżej zaznajomiłem się ze wszystkimi szczegółami, zgodziłem się z Pawłem, że to może być naprawdę świetna impreza. No i klamka zapadła.

Szczegółowa trasa

Orzesze – Kobiór – Pszczyna – Goczałkowice – Bielsko-Biała – Jaworze – Bielsko – Czechowice Dziedzice – Goczałkowice – Pszczyna – Kobiór – Orzesze

Informacje

główny cel: XX Rodzinny Rajd Rowerowy w Bielsku Białej
data: 23 kwietnia 2006
długość trasy: 146 km
średnia prędkość: 19 km/h
max. prędkość: 51 km/h
strona rajdu: www.rajdy-rowerowe.bielsko.pl
strona grupy rowerowej NOL Tychy: www.noltychy.pl

Samotnie do Pszczyny

Niedziela, pobudka o godzinie 4:45. Dla większości jest to pewnie środek nocy, ale dla nas był to początek kolejnej wspaniałej przygody. Z domu wyjechaliśmy o godzinie 5:20, czyli 5 minut później, niż planowaliśmy (Paweł jak zwykle się obijał). Naszym pierwszym celem tego dnia była Pszczyna. To tam mieliśmy dołączyć do grupy rowerzystów NOL – Tychy, aby razem udać się do Bielska. Trasa była jak zawsze bardzo “interesująca”. Wiodła bowiem przez takie “metropolie” jak Zawiść, Gostyń, Kobiór, Piasek. Ogólnie jechało nam się bardzo dobrze, choć na początku było troszeczkę chłodno. Około 6:30 byliśmy już w Pszczynie i udaliśmy się w stronę rynku, gdzie mieliśmy się spotkać z ekipą z Tychów. Po drodze zastanawialiśmy się, czy już ktoś będzie tam na nas czekał. Niestety nasze nadzieje szybko się rozwiały, bo na umówionym miejscu spotkania nie było jeszcze nikogo. No w sumie to był jeden delikwent, ale on bardziej przypominał amatora “wina w kartonie”, niż jakiegoś rowerzystę. Tak więc, usiedliśmy sobie na ławeczce i zaczęliśmy oczekiwać przyjazdu “prawdziwych” rowerzystów. Podczas tego postoju Paweł coś tam sobie psuł w swoim liczniku, a ja zastanawiałem się jaką trasą pojedziemy dalej do Bielska. W końcu zniecierpliwieni trochę tym czekaniem, postanowiliśmy sobie pojeździć po rynku. Nagle Paweł mówi do mnie: “Patrz, nadjeżdża ekipa!” No i faktycznie, to byli oni. Mieli małe opóźnienie już w Tychach dlatego przyjechali 15 minut po czasie. Na rynku odebraliśmy koszulki i inne gadżety potrzebne na rajd. Postaliśmy jeszcze chwilkę i w końcu ruszyliśmy już wszyscy razem w stronę Bielska.

Razem raźniej

W tak licznym gronie jechało nam się naprawdę dobrze, a trasa jaką obraliśmy była dosyć interesująca, czasem nawet, aż za bardzo (jeszcze nigdy nie jechaliśmy na przełaj przez pole :D). Podczas jazdy mieliśmy tylko dwa dłuższe postoje i około godziny 9:15 dotarliśmy do Bielska, gdzie czekało juz około 3000 rowerzystów. Właśnie w tym miejscu miał się rozpocząć XX Rodzinny Rajd Rowerowy. Oprawa w Bielsku wyglądała jak na dobrym festynie:). Była scena, muzyka, balony i ponad 3000 rowerów. Punktualnie o 9:30 rajd wystartował! To był najdłuższy start w jakim kiedykolwiek uczestniczyłem. Na początku w ogóle nie dało się jechać, ale z każdym następnym kilometrem peleton zaczął się rozkręcać.

Trasa rajdu

Pierwszy etap rajdu był bardzo ciekawy. Najpierw trochę jazdy po płaskim terenie ale potem zaczęły się także mniejsze i większe podjazdy. Jak jest podjazd no to musi być też zjazd. Chyba nie muszę wspominać jak wielką ostrożność trzeba zachować kiedy przy prędkości 50 km/h, jedzie obok ciebie wielu innych rowerzystów, o różnych umiejętnościach :/ Razem z Pawłem cały czas próbowaliśmy wyprzedzać, żeby dostać się na początek peletonu :D. I tak, jakimś cudem bez żadnego wypadku, dotarliśmy do półmetku w amfiteatrze w Jaworzu. Wszyscy wygodnie usadowili się na zielonej trawce, aby odpocząć. Każdy dostał po jogurcie i miał okazję posłuchać jak gra orkiestra dęta. Po ponad godzinnej przerwie kolumna rajdu ruszyła dalej.

Drugi etap był nieco krótszy, ale równie ciekawy. Jechaliśmy raz z górki, raz pod górkę i tak dotarliśmy do mety. Finał imprezy odbywał się na terenie Akademii Techniczno – Humanistycznej w Bielsku. Tam okazało się, iż nasza grupa jest najliczniejszą grupą zorganizowaną, jaka przybyła na rajd. W nagrodę otrzymaliśmy. pieczonego świniaka, obłożonego kiełbaskami. Kolejne emocje towarzyszyły rozstrzygnięciu loterii, w której można było wygrać wiele wspaniałych rzeczy, między innymi: rowery, laptopy, odtwarzacze mp3 i wiele innych. Niestety ani ja ani Paweł nic nie wygraliśmy.

Czas powrotu

Pod koniec, zebraliśmy się wszyscy w jednym miejscu i już prawie byliśmy gotowi wyruszyć w drogę powrotną. Trzeba było jeszcze tylko załadować świniaka do sakwy. Chłopcy z NOLu okazali się bardzo zaradni i po kilku chwilach zamontowali zdobycz na rower jednego z nich. To się nazywa podłożyć komuś świnie. Osoba, która przewoziła cenny ładunek, była przez nas strzeżona lepiej, niż sam prezydent, ażeby przypadkiem nie przyszło jej do głowy uciekać z naszym świniakiem! Z mety rajdu udaliśmy się jeszcze do Tesco, aby uzupełnić zapasy, a potem już prosto do domu… Wracając odwiedziliśmy jeszcze gminę Czechowice – Dziedzice. W Goczałkowicach zarządzono postój, na którym postanowiliśmy zjeść naszego świniaka. Nasza nagroda okazała się całkiem smaczna. Po takiej porcji jedzenia, nikt już nie czuł zmęczenia i można było kontynuować jazdę. Do Pszczyny wpadliśmy jak burza na rynek. Zatrzymaliśmy się tylko na chwilę, a mimo to byliśmy chyba główną atrakcją turystyczną dla wszystkich, którzy w tym czasie odpoczywali na rynku. Nasza grupa rozbiła się na dwie mniejsze. Ja i Paweł pojechaliśmy z tą, która jechała prosto do Kobióru. Później rozdzieliliśmy się ponownie i zostaliśmy we trójkę: Ja, Paweł i jeden kolarz z Wyr, który nas troszkę podholował, do zjazdu na Orzesze. Stamtąd już bez żadnych przygód dotarliśmy do domu.

Trase przejechało ponad 3 tys. osób.

Chcemy tutaj pozdrowić całą ekipę z Tychów i okolic, a szczególnie podziękować Tomkowi z Lędzin, który wkręcił nas na tę wspaniałą imprezę. Z niecierpliwością czekamy na następny rajd!


Komentarze: