V Rodzinny Rajd Rowerowy w Wadowicach


Warning: mysql_get_server_info(): Access denied for user 'marcinamb8'@'localhost' (using password: NO) in /home/marcinamb8/domains/strefawypraw.pl/public_html/wp-content/plugins/xml-google-maps/xmlgooglemaps_dbfunctions.php on line 10

Warning: mysql_get_server_info(): A link to the server could not be established in /home/marcinamb8/domains/strefawypraw.pl/public_html/wp-content/plugins/xml-google-maps/xmlgooglemaps_dbfunctions.php on line 10

13 maja, sobota… Tego właśnie dnia odbywa się kolejny rodzinny rajd rowerowy. Tym razem miejscem spotkania amatorów dwóch kółek będą Wadowice. Oczywiście mnie i Pawła nie mogło zabraknąć na takiej imprezie, więc szybko skontaktowaliśmy się z chłopakami z NOLu, aby się zapisać i kolejny raz razem z nimi uczestniczyć w tego typu imprezie.

Informacje:

Szczegóły trasy:

Orzesze – Mikołów – Tychy – Bojszowy – Brzeszcze – Osiek – Frydrychowice – Chocznia – [TRASA RAJDU] Wadowice – Witanowice – Kaniów – Lgota – Graboszyce – Frydrychowice – Chocznia [KONIEC TRASY RAJDU] – Frydrychowice – Osiek – Góra – Pszczyna – Kobiór – Orzesze

Przygotowania:

Dzień przed rajdem sprawdziliśmy stan techniczny naszych rowerów, zapakowaliśmy potrzebne rzeczy i przygotowaliśmy sobie kanapki na drogę. Trzeba było się położyć nieco wcześniej spać, ponieważ ta noc zapowiadała się dla nas nadzwyczaj krótka:) O godzinie 5:00 byliśmy umówieni na zbiórkę w Tychach, tak więc sami musieliśmy wyjechać odpowiednio wcześniej, aby punktualnie dotrzeć na miejsce.

Ehh to wstawanie

O godzinie 3:00 pobudka i po jakichś 30 minutach oboje ruszyliśmy już w stronę Tychów. Te pierwsze 20 kilometrów przejechaliśmy szybko, sprawnie i bezpiecznie. Na miejscu zbiórki byliśmy 5 minut przed czasem. Szkoda tylko, że nie wszyscy byli tak punktualni jak my:) W końcu jednak na miejsce zbiórki dotarły także osoby odpowiedzialne za organizację. Rozdano nam koszulki, oraz “bony żywnościowe” na rajd :D

Do startu gotowi …

Przed godziną 6 wszystko było już gotowe i wszyscy razem ruszyliśmy w stronę Wadowic. Nie była to już tak liczna grupa jaka jechała do Bielska, ale i tak było bardzo wesoło i jechało się przyjemnie. Rajd w Wadowicach rozpoczynał się o godzinie 9, więc trzeba było troszkę podciągnąć tempo. Niektórzy te podkręcanie tempa za bardzo sobie wzięli do serca i kilka kilometrów przed Wadowicami nasza grupa się troszkę porozdzielała. Jednak kilka minut przed 9 byliśmy już wszyscy razem na miejscu. Na starcie było około 300 osób i wszyscy razem czekaliśmy na znak do rozpoczęcia rodzinnego rajdu rowerowego w Wadowicach. Sama oprawa rajdu była “nieco” skromniejsza niż w Bielsku. Jakiś pseudo DJ zapodawał muzę, a pani organizator co chwilę krzyczała coś do mikrofonu i ostrzegała wszystkich że trasa rajdu jest trudna. W końcu punktualnie o godzinie 9, wszyscy ustawiliśmy się za wstęgą która symbolizowała linię startu i po chwili peleton ruszył. Najpierw przejechaliśmy ulicami Wadowic, a następnie ruszyliśmy w stronę wiosek niedaleko Wadowic. Jeśli chodzi o trasę samego rajdu to ja bym powiedział, że była raczej ciekawa niż trudna:). Co jakiś czas pokonywaliśmy jakieś wzniesienia, na których nasz peleton jednak troszkę się rozciągał. Po niecałych dwóch godzinach jazdy dotarliśmy na teren rekreacyjno turystycznego Karpik, gdzie zaplanowano półmetek rajdu.

Leniuchowanie na półmetku

Rowery zostawiliśmy na strzeżonym parkingu i udaliśmy się do restauracji gdzie już czekał na nas ciepły posiłek – tradycyjna grochówka. Po uzupełnieniu straconych kalorii wyszliśmy na zewnątrz, gdzie były rozgrywane przeróżne konkursy: mecz siatkówki, łowienie rybek, konkurs wiedzy “sanepidu”. Sporą atrakcją był także stary helikopter, który stał na polu i mały konik który pasł się tuż obok. Okazało się, że temu małemu konikowi bardzo smakują nasze rajdowe koszulki:). Po około dwóch godzinach przerwy, pani organizator oznajmiła, że dosyć leniuchowania i czas ruszać dalej. No to ruszyliśmy…

Dużo zabawy, smiechu i … jedzenia :)

Drugi etap rajdu był już bardziej płaski, aczkolwiek nie obyło się bez małych podjazdów. Po pokonaniu kolejnych kilkunastu kilometrów dotarliśmy wszyscy szczęśliwie do mety wadowickiego rajdu, która znajdowała się terenie należącym do ochotniczej straży pożarnej w Choczni. Wszystko było tam już bardzo dobrze przygotowane; była estrada, namioty z posiłkami i napojami, krzesła i stoliki. Rozsiedliśmy się wygodnie i zaczęła się impreza. Kilku kolegów z NOLu zadbało, żeby na naszym stoliku zawsze były ciasteczka i wafelki :P Na mecie także zostało rozegranych mnóstwo różnych konkursów. Największe emocje wzbudzała jak zwykle loteria, oraz rzut oponą, gdzie mieliśmy liczną reprezentacje, a najwięcej zabawy przyniosła konkurencja “mumia”. Oprócz tego były także standardowa konkurencja – najliczniejsza grupa zorganizowana rajdu. Był też tradycyjny zwycięzca tej konkurencji – grupa NOL Tychy. Ogólnie było dużo zabawy i nikomu nie chciało się nawet wracać do domu. No ale niestety wszystko co dobre, kiedyś się kończy i tak samo też nadeszła pora zakończenia rajdu.

Znowu nudny powrót

Zbieranie się, zajęło nam jak zwykle trochę czasu ponieważ trzeba było jakoś zapakować wszystkie nagrody, jakie tego dnia wywalczyliśmy. Ale chłopaki z NOLu mają już wprawę w tym, więc po krótkim oczekiwaniu mogliśmy bezpiecznie ruszyć w drogę powrotną do domu. Wracaliśmy tą samą drogą którą przyjechaliśmy, jednak już pogoda niestety nie była taka sama. Zaczęło mocno wiać i kropił lekki deszczyk. Wydawało się, że zaraz nadejdzie straszliwa burza, ale jakimś cudem minęło nas najgorsze… W Brzeszczach postanowiliśmy z Pawłem, że nie będziemy wracać z ekipą do Tychów, tylko że już pojedziemy jak najkrótszą drogą do domu. Jak postanowiliśmy, tak też zrobiliśmy i około godziny 22 dotarliśmy szczęśliwie do Orzesza, a nasze liczniki wskazywały 205 przejechanych kilometrów…


Komentarze: