Góra Żar


Warning: mysql_get_server_info(): Access denied for user 'marcinamb8'@'localhost' (using password: NO) in /home/marcinamb8/domains/strefawypraw.pl/public_html/wp-content/plugins/xml-google-maps/xmlgooglemaps_dbfunctions.php on line 10

Warning: mysql_get_server_info(): A link to the server could not be established in /home/marcinamb8/domains/strefawypraw.pl/public_html/wp-content/plugins/xml-google-maps/xmlgooglemaps_dbfunctions.php on line 10

761 metrów wysokości, 450 m przewyższenia, zbiornik wodny na szczycie o pojemności przeszło 2 mln metrów sześciennych, 4 turbiny pompujące 36 ton wody na sekundę każda – to w skrócie atrakcje góry Żar. Tam postanowiliśmy się wlaśnie wybrać, ze względu na popularność szczytu, przepiękne widoki, oraz morderczy, 6km podjazd.

Informacje

Szczegóły trasy

Orzesze – Pszczyna – Kęty – Międzybrodzie Żywieckie – Góra Żar – Międzybrodzie Bialskie – przeł. Przegibek – Bielsko Biała – Pszczyna – Orzesze

Przygotowania

Jak każdy jednodniowy wypad wymagał zrobienia kanapek dzień wczesniej, sprawdzenia hamulców, wyczyszczenia i nasmarowania łańcucha. Trase zaplanowalem już wcześniej tak, aby prowadziła jeszcze przez przełęcz Przegibek w Międzybrodziu Bialskim.

Relacja

Wyruszyliśmy w słoneczny poranek, około godziny 7. Na drogę zabraliśmy jak zwykle kanapki, wodę i narzędzia, które tego dnia okazały się bardzo przydatne. Początek wycieczki nie był dla nas bardzo interesujący, ponieważ jechaliśmy dobrze znaną nam drogą w kierunku Pszczyny. Tam Paweł nieszczęśliwie najechał na gwóźdź i fatalnie przebił dętkę. Tak więc pierwszy postój i wymiana dętki… Wszystko poszło dosyć sprawnie i po 15 – minutowym, przymusowym odpoczynku, ruszyliśmy dalej. Dalsza droga była dosyć łatwa (żadnych podjazdów i nawet znośna nawierzchnia), więc szybko nam mijały kolejne kilometry. Zatrzymaliśmy się dopiero nad rzeką Sołą, gdzie zjedliśmy po kanapce i zrobiliśmy kilka zdjęć. Do miejscowości Kęty pozostało nam jeszcze kilkanaście kilometrów, ale minęły nam one bardzo szybko za sprawą ciągnika z dwiema przyczepami, który nas pilotował:). Po przejechaniu przez centrum wjechaliśmy na drogę prowadzącą do Żywca, która miała nas zaprowadzić do samego podnóża góry Żar. Chcieliśmy jeszcze podjechać kilkaset metrów bardzo stromym podjazdem, ale niestety musieliśmy się wycofać, ponieważ zaraz na początku wykrzywiła mi się cała najmniejsza zębatka w korbie:( No cóż tego dnia nie mieliśmy szczęścia do sprzętu… Dalszą drogę musiałem pokonywać korzystając jedynie z dwóch większych kół zębatych. A dalej już nie było łatwo…

Zaczął się bezpośredni odjazd pod górę. Pierwsze dwa stromo nachylone oesy dzielnie pokonaliśmy i zabieraliśmy się za następne. Wszystko ładnie i pięknie, aż tu nagle Paweł zatrzymuje się i informuje mnie, że znów nie ma powietrza w tylnym kole… Teraz nie było już innego wyjścia, ponieważ nie mieliśmy trzeciej zapasowej dętki (dwie pany jednego dnia to i tak dużo:(), więc trzeba było kleić… No cóż, mieliśmy okazje na kolejny postój: Paweł dzielnie walczył ze swoją dętką, a ja podziwiałem widoki, robiłem zdjęcia i trochę mu przeszkadzałem:) W końcu zdecydowaliśmy że ja już zacznę jechać dalej, ponieważ robiło się naprawdę stromo. a moje najlżejsze przełożenie to było 2:1. Droga na szczyt bardzo się dłużyła, było to najwyższe przewyższenie jakie kiedykolwiek pokonaliśmy. Jednak w końcu udało się. Szczęśliwy i bardzo zadowolony mogłem usiąść na szczycie góry Żar i podziwiać widoki. Paweł dojechał do mnie po 15 minutach, spojrzał na mnie i podsumował cały podjazd dwoma słowami, których ze względów obyczajowych nie zacytuję;).

Po chwili odpoczynku, tradycyjnie zrobiliśmy kilka zdjęć (wyżej) i w końcu nastąpiło to na co czekaliśmy:) Zjazd!!! To było naprawdę coś pięknego… Pokonywać zakręty 180 stopni z prędkością 40 km/h. Oczywiście na prostych prędkość dochodziła nawet do 70! Po zjeździe jechaliśmy dalej. Oczywiście nie przystawało nam jechać już do domu. Tak więc skierowaliśmy się w stronę kolejnego wysoko położonego punktu: przełęczy Przegibek. Choć był to kolejny długi i trudny podjazd to jednak dzielnie naciskaliśmy na pedały i mogliśmy się cieszyć kolejną zdobytą przełęczą. Oczywiście na Przegibku zrobiliśmy mały postój – zjedliśmy kanapki i wypiliśmy po małym piwku. Mielismy także okazje porozmawiać ze starszym wyjadaczem wycieczek rowerowych, który akurat też zrobił sobie postój na przełęczy. Później już tylko zjazd do samego Bielska na którym przy prędkości 50 km/h zgubiłem butelkę z wodą, która wypadła mi z sakwy. Wierzcie mi, że jak ją potem znalazłem to była tak poturbowana, że nikt nie chciał by być na jej miejscu:/. Z Bielska to już była sama nuda, no ale jakoś trzeba było wrócić do domu. Jeszcze tylko postój w Mc Donaldzie w Pszczynie i w końcu na liczniku wybija 160 kilometr, a na trasie mijamy znajomą tabliczkę z napisem Orzesze.


Komentarze: