300 km dookoła okręgu katowickiego


Warning: mysql_get_server_info(): Access denied for user 'marcinamb8'@'localhost' (using password: NO) in /home/marcinamb8/domains/strefawypraw.pl/public_html/wp-content/plugins/xml-google-maps/xmlgooglemaps_dbfunctions.php on line 10

Warning: mysql_get_server_info(): A link to the server could not be established in /home/marcinamb8/domains/strefawypraw.pl/public_html/wp-content/plugins/xml-google-maps/xmlgooglemaps_dbfunctions.php on line 10

Tego dnia spałem niespełna 4 godziny, a dzień trwał ponad 20 godzin. Budzik zadzwonił o 2 rano. Po wstaniu z łóżka, zjadłem zupę mleczną. Dzień wcześniej wszystko spakowałem, więc pozostało mi jedynie zrobienie zdjęcia przed wyjazdem. Spojrzałem jeszcze przez chwilę na niebo pełne gwiazd (była wtedy godzina 2:35). Nurtowało mnie jedno pytanie – dlaczego to robie? W co ja się pakuje? Mimo to byłem zdecydowany oraz pewny siebie. Nie wyobrażałem sobie odwrotu w takiej chwili – to by była najgorsza porażka z możliwych

Informacje

Szczegóły trasy

Orzesze – Rybnik – Kędzieżyn Koźle – Toszek – Kalety – Zawiercie – Ogrodzieniec – Dąbrowa Górn. – Katowice – Mikołów – Tychy – Kobiór – Orzesze – Zawada – Orzesze

Przygotowania

Ten wyjazd planowałem już na początku roku. Nie wiedziałem od początku gdzie pojadę, ale to dla mnie nie było ważne. Najważniejsze było pokonanie kolejnej poprzeczki – po zeszłoroczynm rekordzie 200 km przyszedł czas na 300 km. Jeżeli coś wam strzeli do głowy i też będziecie chcieli pojechać na taką wycieczkę to planując trasę na pewno należy brać pod uwagę łatwość drogi tj. żadnych przełęczy czy szczytów (chyba że ktoś się chce koniecznie wykończyć). Przeważnie początek i koniec trasy będziecie pokonywać w ciemnościach, więc należy bardzo dobrze zanać dane odcinki, aby nie tracić czasu na szukanie drogi. Oczywiście najlepiej, aby większość trasy była Wam znana – zaoszczędzicie czas i tym samym przejedziecie więcej kilometrów.

Pierwsze kilometry za płoty

Szybko przyzwyczaiłem oczy do ciemności. Miałem dwa źródła światła: pierwsze to lampa z tradycyjną żarówką, a drugie to niezawodna w każdej sytuacji czołówka z diodami LED. Bez niej zostałbym na lodzie, gdyż zwykła lampa przestała świecić po około 2 godzinach. Jechałem najpierw w stronę Rybnika, potem Rudy i Kuźnię Raciborską. Miejscowości te są oddzielone szerokimi lasami. Jazda w nocy nie była przyjemna, ale pocieszał mnie fakt, że o tej godzinie praktycznie nie było ruchu. Na jednym z postojów zauważyłem, że moja tylna lampa ledwo się świeci, ale na szczęście zbliżał już się świt. Była wtedy godzina 5.30. Po 3 godzinach dotarłem do 1/3 całej trasy. Jechało się wprost cudownie, narzekałem jedynie na stan dróg. Zaczęła doskwierać mi samotność i monotonność jazdy – to w końcu jest urok jednoosobowych wycieczek J Trasa nie była specjalnie ciekawa, ale w tym wypadku nie chodziło o piękne widoki, tylko o przejechanie trzystu kilometrów, do których jeszcze sporo mi brakowało.

Poważne problemy

Po przejechaniu około połowy drogi znalazłem się na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Kolejne podjazdy wykończyły mnie na tyle, że postanowiłem się zdrzemnąć. Po godzinie odpoczynku ruszyłem dalej, ale wcale się lepiej nie czułem. Mój organizm domagał się dosyć częstych postojów. W Ogrodzieńcu podjąłem decyzję o skróceniu drogi – zamiast do Zawiercia pojechałem w kierunku Sosnowca. Planowałem dojechać do Dąbrowy Górniczej, złapać pociąg do Katowic i tam przenocować (nawet wypłaciłem z bankomatu gotówkę na bilet). Pogodziłem się już z myślą że nie dojadę tego dnia do domu. Powoli przemieszczałem się do przodu. Nagle znalazłem się dwupasmowej drodze (nr 94). Jednocześnie zapomniałem o planie z pociągiem, gdyż zaczęło mi się dobrze jechać. Szybko dotarłem do Sosnowca, aż w końcu minąłem zieloną tabliczkę z napisem Katowice.

Najważniejsza jest wiara we własny sukces

Zatrzymałem się w Parku Kościuszki i zjadłem ostatnie kanapki, jednak to nie był koniec atrakcji na dzisiaj. Do domu zostało mi jedyne 25 km, a do osiągnięcia celu brakowało mi ponad dwa razy więcej. W Mikołowie zdecydowałem, że nadłożę sobie drogi jadąc przez Tychy. Wtedy zapadł zmrok; zamontowałem lampy, włożyłem kurtkę i ruszyłem. Jazda wieczorem była jednak zdecydowanie mniej przyjemna, ze względu na dużo większy ruch samochodów. Nieustannie zastanawiałem się, czy samochód nadjeżdżający z tyłu mnie widzi. Czułem ulgę w momencie gdy gasił światła drogowe, jednak zawsze w momencie wyprzedzania, ostrożnie zjeżdżałem na pobocze. Byłem już tak wycieńczony, że już prawie nie czułem zmęczenia w nogach. Z tego wszystkiego nie zauważyłem nawet kiedy wjechałem do Orzesza. Spojrzałem na licznik i okazało się, że brakuje mi jeszcze 14 km. Ten, jak by się wydawało, krótki odcinek był najnudniejszym jaki przejechałem tego dnia – jeździłem po bezdrożach mojego miasta (niektórymi ulicami nawet kilka razy). Nie obchodziło mnie gdzie jadę, byle by “dobić” do 300. Tak też się stało o godzinie 22:48. Trudno określić co wtedy czułem. Jedno jest pewne: uświadomiłem sobie, że najważniejsza jest wiara we własny sukces, a jeżeli pojawia się kryzys to należy z nim walczyć, a nie ulegać.


Komentarze: